piątek, 26 czerwca 2015

I JAK TO WCISNĄĆ?

 
DOBRY WIECZÓR!
 
Od jakiegoś czasu pracuję nad zmianami w moim salonie i małymi kroczkami zmieniam to i owo. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, to w połowie przyszłego miesiąca salon będzie gotowy na tip top i wreszcie będę mogła powiedzieć, że jest ok...przynajmniej na tą chwilę tak mi się wydaje.
Idąc w kierunku tych zmian, postanowiłam zmienić coś na ścianie, bo półka ribba i stojące na niej ramki już mi się opatrzyły i zapragnęłam jak każda wnętrzarska wariatka :) coś zmienić.
Chciałam by było to lustro, które będzie odbijało światło i optycznie powiększy przestrzeń. Wiedziałam też, że ma być srebrne, bo złoto, to kompletnie nie moja bajka i nie jest mi z tym kolorem po drodze.
Długo szukałam lustra, które gdzieś kiedyś widziałam w internecie ale niestety nie udało mi się go dostać, ponieważ  nie ma go już w ofercie. Myślałam o lustrze z Jysk-a , dokładnie o tym


 
ale po wizycie w sklepie wyleczyłam się z niego bardzo szybko. Mam nadzieję, że nikomu tym stwierdzeniem się nie narażę :) ale to nie moja bajka, wykonanie też pozostawiało wiele do życzenia. Zawitałam do ikei po kilka rzeczy do domu, przez przypadek je zobaczyłam i to była miłość od pierwszego wejrzenia!
 
 
 
 
 
 
 
Kupiłam też fotel Jennylund i z zadowoloną miną, obładowana jak Rumun udałam się do kasy.
 
 
 
Zapłaciłam i uradowana jak małe dziecko poszłam zapakować do auta. I tu się zaczęły schody, bo jak takie nieogarnięte babsko nie sprawdziłam najpierw czy to wszystko mi wejdzie do niego, bo po co!
Ja pitole, dziewczyny zgrzałam się wtedy jak szczur, bo w żaden sposób nie mogłam tego wszystkiego wcisnąć do trzydrzwiowego samochodu!! Panika, bo co tu robić? Tak sobie przez chwilę pomyślałam, że zadzwonię do męża, żeby ratował ale jak w myślach usłyszałam jak będzie mnie wyzywał, to mi się od razu odechciało. Usiadłam na tych kartonach, nie palę ale gdybym wtedy miała przy sobie papierosa, to mówię Wam, że bym zapaliła :) Ochłonęłam i zaczęłam dalej kombinować. Lustro jakoś wcisnęłam, małe rzeczy też ale z fotelem lekko nie było, bo w żaden sposób nie chciał wejść. Zdesperowana już miałam go zostawić w sklepie i odebrać później ale wpadł mi do głowy pomysł, by wyjąć z kartonu i spróbować raz jeszcze i wreszcie po trudach wlazł! Moja mina zwycięzcy bezcenna :)))))) Zapakowane auto wyglądało trochę jak z tej reklamy ikei, zero widoczności z tyłu i po bokach też hihi
W każdym razie dotarłam do domu cała, to znaczy lustro całe a moja radość była wielka!
 
Ogólnie stwierdzam, że jestem udana, bo to nie pierwszy raz, kiedy kupuję a później się okazuje, że auto zbyt małe. Pamiętacie, ze stołem było to samo i wtedy mąż chciał mnie powiesić hihi
 
W każdym razie wszystko stoi i cieszy, jeszcze tylko nowa sofa i będzie "piknie". Fotel stanie bardziej pod oknem na środku i zrobi się luźniej :)
 
 
 
 
 
 
 
 
Dziś piąteczek więc miłego odpoczynku życzę!!
 
 
 
 
 

niedziela, 21 czerwca 2015

PLANY, ZAKUPY I OCZEKIWANIE

 
Witajcie w ten niedzielny dzień!
 
Pogoda kapryśna, dość kiepska jak na zaczynające się lato, mam tylko nadzieję, że wciąż kaprysić nie będzie i wreszcie się wyklaruje. Dni tak szybką biegną, że nim się oglądniemy znów nastanie jesień a ja jeszcze się ciepłem nie nacieszyłam.
 
Po ciężkim, stresującym tygodniu wreszcie mogłam w weekend odpocząć, w zasadzie nie robiąc nic poza tym co lubię. Wczoraj odwiedziłam Ikeę, by kupić kilka rzeczy, które sobie upatrzyłam i stwierdzam, że Ikea idzie w kierunku natury. Pojawiły się fajne maty, dywany z trawy morskiej, kosze, lampy i wiele innych. Ta kolekcja warta jest uwagi.
 
 
 
U naszej blogowej koleżanki Ewy zamówiłam sobie biały bieżnik z napisami. Kiedy go odebrałam byłam oczarowana jego urokiem.
Jeszcze raz Ci Ewcia dziękuję!
 
 
I małe maleństwo na stolik kawowy :)
 
 
 
 
Ogólnie trochę się u mnie dzieje wnętrzarsko. Pojawiły się pewne zmiany, nowe dodatki i meble ale to pokażę już wkrótce. To taki wstęp i zamysł do przybycia nowej sofy a ta pojawi się za góra dwa, trzy tygodnie! Wtedy wszystko będzie miało swój sens...mam nadzieję :)
 
Na razie czekam, rozmyślam i planuję.
 
MIŁEGO TYGODNIA WAM ŻYCZĘ!!
 
 
 

piątek, 12 czerwca 2015

FRIDAY

 
Dzień dobry!
 
Piątek. Dzień, który każdy lubi i każdego cieszy, prawda? Ja niestety jeszcze jutro idę do pracy ale cóż, ktoś musi pracować, by odpoczywać mógł ktoś :) Za oknem upał, zero wiatru...idealnie jak dla mnie! Niech ten czas wiecznie trwa. Tak bardzo kocham to moje lato, choć jeszcze nie kalendarzowe.
 
Tak sobie dzisiaj siedziałam przy stole, popijając kawę i tak sobie rozmyślałam, że bardzo lubię to moje mieszkanko, choć małe i brak mu sypialni, to lubię w nim każdy kąt...no może prawie każdy :)
Lubię te moje kurzołapy, kolory, zapach a ten jest od środy bardzo intensywny za sprawą lilii. Uwielbiam te kwiaty za ich wygląd, kolor i zapach, choć mój mąż twierdzi, że śmierdzą jak diabli.
 
 
Dzięki uprzejmości KAMILI udało mi się kupić kosz w Lidlu za grosze. Będzie idealny nie tylko na plażę ale i na zakupy.
 
 
 
Na oku miałam ten poniżej ale jak zobaczyłam go w realu, to się szybko wyleczyłam, bo rączka i cała reszta pozostawiała dużo do życzenia.
 
 
 
 
Ładnie wygląda ale jak dla mnie to kosz do postawienia na podłodze i włożenia do niego koca lub gazet, bo bałabym się w nim nieść zakupy.
 
 
Co poza tym? W kuchni zawisła czarna tablica, która jest bardzo przydatna do zawieszenia moich karteczek pamięci :)  Muszę tylko skrócić jej sznureczek by była na równi z płytkami.
 
 
 
 
Z wieści kanapowych.
Zamówiłam... ale zupełnie inną niż chciałam i w zupełnie innym obiciu niż chciałam. Trzy tygodnie burzy mózgu...jaki kolor, jaki fason i czy będzie pasowała i jak pojechałam do sklepu złożyć zamówienie wszystko uległo zmianie o 360 stopni.
Powiem Wam, że bardzo się boję i spać nie mogę, bo rozmyślam czy dobrze zrobiłam. Zaufałam intuicji i mojemu wewnętrznemu "ja" i będę żyła w tej niepewności do około 10 lipca. Dopiero wtedy sofa będzie gotowa i zobaczę ją w TYM obiciu na żywo a uwierzcie, że nie było łatwo ją sobie wyobrazić na podstawie kawałka próbnika. Ryzyk fizyk jak mawia mój mąż.
Wspomnę tylko, że po wyjściu ze sklepu dopadła mnie taka amnezja, że nawet w wyobraźni nie widzę tego kawałka materiału, zero, jakby mi ktoś wymazał z pamięci tą godzinę w sklepie. Nawet mojej drugiej połowie nie umiałam powiedzieć co i jak.
Zatem co ma być to będzie :))))
 
D o b r e g o   d n i a !!
 
 
 
 
 
 

piątek, 5 czerwca 2015

ZIELONO, RÓŻOWO, CZERWCOWO CZYLI CO NA TARASIE

 
WITAJCIE!
 
Wreszcie mamy lato w pełnej krasie, wreszcie chce się przesiadywać do późnych godzin wieczornych na dworze i delektować życiem.
Taras prawie skończony, pozostało jeszcze dociąć brakujące kawałki płotu, dokupić kilka roślin i zrobić coś z podłogą, która w tym roku nie kwalifikuje się do remontu z powodu braku środków.
Dodam, że remonty tarasów wykonuje administracja bloku, czyli prędko nie będzie :)
 
W części "wypoczynkowej" w sumie niewiele się dzieje. Chciałam iść w stronę stylu hampton ale stwierdziłam, że te moje pasiaste poduchy są tak żywe i letnie, że bez sensu jest je ruszać.
Przytargałam w zeszłym roku z targowiska dwie skrzynki po owocach  i jedna po pobieleniu stała się stojakiem na kwiaty a druga (wciąż nie pomalowana), podtrzymuje płożącego się iglaka.
 
Zresztą co będę tu duża pisać, skoro wszystko widać :)
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
I na zdjęciu poniżej dokładnie widać braki. Dziura w płocie, bo nie ma komu dociąć brakującej części i "latające" płytki balkonowe. Bardzo chciałabym drewnianą podłogę ale mąż nie chce nawet słyszeć o kolejnych wydatkach i kazał mi się puknąć w głowę. Trochę go rozumiem, bo dopiero zakupiliśmy płot, który tani nie był, zresztą taras ma 32 metry kw. i wyłożenie go drewnem będzie niemałym wydatkiem. Pomarzyć dobra rzecz, prawda?
 
 
 
Jest jak jest, mnie mój taras bardzo cieszy! Pomidorki koktajlowe zaczynają kwitnąć, kwiaty też, pogoda bajka więc czego chcieć więcej? Może więcej czasu na bywanie na tym tarasie ;)
 
A teraz czas się pożegnać, muszę ogarnąć dom a na 14-ą idę do pracy. Nie wszyscy mogą mieć długi weekend :(
 
BUZIAKI DZIEWCZYNY :*