poniedziałek, 27 lipca 2015

Z ZIELONEGO PODWÓRKA

 
Dopiero cieszyłam się na wolny weekend a tu już poniedziałek. Ależ to przeleciało.
Dziś kilka kadrów z tarasu, przy różniej pogodzie, bo ta kapryśna w tym roku jak nigdy.
Raz słońce a  raz deszcz a tego aż nadto, bo zauważyłam, że niektóre rośliny zaczęły żółknąć a inne przestały kwitnąć. Nawet lubiąca wodę hortensja ma dość, bo liście przybrały żółte barwy. Pomidorom koktajlowym raczej też ta ilość wody nie w smak więc się buntują i dojrzewać nie chcą, mam tylko nadzieję, że zdążą dojrzeć przed jesienią. I na koniec białe małe dynie, które posiałam zbyt późno i tak patrzę, że tych to na 100% się nie doczekam, bo przecież do września niedaleko.
Wszystko żyje swoim rytmem, bez większej ingerencji.  Jeszcze żeby tak pogoda była jak na wakacje przystało ale o tym to raczej można pomarzyć.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Byle do urlopu, czyli równy tydzień :) bo za tydzień o tej porze będę w drodze do Łeby!
Huraaa ale się cieszę :)))) Oby tylko nie padało, upałów być nie musi, bo ja do tych smażących się na plaży nie należę. Kiedyś i owszem, leżałam plackiem po kilka godzin a teraz jakaś nerwowa jestem i nie potrafię. Wolę w wodzie w piłkę pograć, pospacerować brzegiem plaży, pozwiedzać ale leżenie? To nie dla mnie!
 
HAPPY DAY! :)
 
 


 

poniedziałek, 20 lipca 2015

CIESZYĆ SIĘ MAŁYMI RZECZAMI

 
 
Dawno mnie tu nie było, oj dawno! Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie więc biję się w pierś. Praca pochłania w zasadzie cały mój czas a kiedy wracam do domu nie mam ani sił ani ochoty na nic. To wszystko sprawiło, że cieszę się każdą wolną chwilą w domu, delektuję życiem i czerpię z tego wielką radość.  Z niecierpliwością czekam początku sierpnia, kiedy to pojadę na tydzień odpocząć nad moje ukochane polskie morze. Wtedy to będę mogła zupełnie wyłączyć tryb "muszę" , "szybciej" i "co jeszcze"
 
A co poza tym? W sumie nic. W domu niewiele się dzieje, kilka nowych kwiatów, żółte poduchy i nieustająca warstwa kurzu na meblach. Wciąż się zastanawiam skąd to cholerstwo się bierze. 
 
 
 
 
Na tarasie wszystko bujnie rośnie i kwitnie, pokażę Wam w kolejnym poście, mam tylko nadzieję, ze nie będzie on za miesiąc ;P
Niewiele spędzam tu czasu, bo nie ma kiedy, nawet z podlewaniem bywa różnie. Za to pogoda nadrabia za mnie. To co przeszło wczoraj przez Poznań nie do opisania. Słonecznie, upalnie a za chwilę czarno, wichura i strugi deszczu. Kanały burzowe jak fontanny, ulice niczym rwące rzeki, połamane drzewa, pozrywane dachy i ludzka tragedia.  Przykre to, kiedy tak patrzy się na to w telewizji, człowiek by chciał tak poderwać się i pomóc, przytulić i pocieszyć...
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Zapewne to nie ostatni raz, bo klimat się zmienia i będzie się powtarzało, dlatego warto cieszyć się małymi rzeczami, bo duże cieszą wszystkich.
Uczę się tego...
 
 
Słońca, optymizmu i samych radości :)
 
 
 
 
 
 

środa, 1 lipca 2015

TO CI NIESPODZIANKA!

 
Tego się nikt nie spodziewał a na pewno już nie ja. W poniedziałek rano dostałam telefon:
- Dzień dobry, Pani sofa jest gotowa
Cisza w telefonie...
-Halo, jest Pani tam?
- Jestem, jestem ale niesamowicie mnie Pani zaskoczyła, że to już. Bardzo się cieszę!
I po tych słowach ogarnęła mnie panika, bo bardzo się bałam, że zamiast radości i euforii, będzie klapa.
Następnego dnia przyjechało dwóch panów, sofę wnieśli, rozpakowali, zmontowali i pytają czy ok.
Ok? Jest zajebiście!!
Oj jak się cieszę, że wyszła dobrze, bo spać już wczoraj od 5-ej rano nie mogłam!
Kolor ciemnoszary z białą obwódką. Wiem spodziewaliście się nie wiadomo czego ale od dawna wiem, że klasyka i uniwersalna kolorystyka to jest to, co się zawsze sprawdza.
Początkowo miała być w bardzo jasnym szarym, wręcz białym ale kiedy dotarłam do sklepu i jeszcze raz przejrzałam próbniki tkanin, zmieniłam zdanie. Materiał i praktyczny kolor, bardziej pożądany niż super ładny wygląd...na kilka dni, bo przy psie i "dzieciach" długo jasna by nie była.
 
 
 
 
 
Wolałabym, żeby była trochę bardziej odsunięta od kaloryfera ale niestety metraż pokoju na to nie pozwala i nic więcej w tej kwestii nie da się zrobić.
 
 
 
Tak to teraz wygląda. Ja jestem zadowolona, mąż też, choć stwierdził, że jest zbyt dużo tych wielkich poduszek i żeby się wygodnie ułożyć, musi część wyrzucić na podłogę. Jak będzie dalej okaże się w praniu :) Najważniejsze, że już jest!
 
 
Uściski zostawiam i znikam na taras podlewać, bo upał był dzisiaj spory. I tak trzymać!
 
 
Beti