niedziela, 21 lutego 2016

NOWA PÓŁECZKA W KUCHNI I TROCHĘ KWIECIA



Dzień dobry!!

Na początku bardzo bym chciała Wam podziękować za tyle ciepłych słów i opinii na temat metamorfozy przedpokoju! Jestem bardzo zadowolona z tej tapety, bo nawet w taki dzień jak dziś, czyli pochmurny i brzydki, przedpokój jest jasny i optymistyczny :)

A teraz słów parę o tej półce, co już dwa razy wspominałam ale jakoś nie doszło do tej przedstawienia. Mowa o półce z Jyska szumnie nazywana regałem DAMLEDET
Podobała mi się i owszem, taka idealna wielkością w sam raz do mojej mikro kuchni ale 75 złotych, to zbyt wiele jak za kawałek sklejki. Aż nadszedł dzień, w którym wybrałam się na zakupy i przechodząc obok Jyska, myślę wejdę. Patrzę a tam stoi moja półeczka z cenówką 35 złotych!
Oczy mi się zaświeciły więc lecę do sprzedawcy i pytam jak to możliwe a on, że to ostatnia sztuka z wystawy. Oglądnęłam, żadnych ubytków, wyszczerbień, no może trochę kurzu. Szybko chwyciłam i lecę do kasy. I tak stała się moja :)
Miałam ją malować na biało, tylko szufladki zostawić czarne ale jak ją tak postawiłam, to stwierdziłam, że nawet fajnie wygląda w tej pierwotnej wersji. No i stoi!










Jak mówicie, malować czy nieeee? 
Nie wiem czy czasem ta biel nie będzie się zbytnio odznaczała od tego beżowego blatu i beżowych płytek. Teraz wtapia się w otoczenie :)
Gdyby ktoś był zainteresowany, to owa półka jest teraz w promocji i kosztuje 50 złotych.




Mój zachwyt wikliną wciąż trwa. Zakochana jestem w tej tacy i uwielbiam ją za to, że co bym na niej nie położyła wygląda przepięknie! To tak nieskromnie hihi :))))





Wciąż poszukuję dużych wiklinowych szarych osłonek na doniczki dla moich oliwek. A propos oliwek! Nawet one poczuły nadchodzącą wiosnę i zaczęły wypuszczać masę nowych listków na swoich łysych łodygach. Nie wiem dlaczego ale każdej zimy, oliwki stają się kompletnie łyse, by później na wiosnę na nowo wypuścić liście i nowe gałązki. Bardzo się cieszę ale czy tak musi być, że przez całą zimę straszą suchymi badylami??
I nie zmieniając tematu, poniżej żonkile i tulipany, które dają power i kolor w mieszkaniu. Niech już wreszcie ta szaruga za oknem się skończy, niech będzie słońce, bo zwariować idzie od tej pogody. Przez chwilę dziś było słońce i myślałam, że się rozpogadza, po czym zachmurzyło się i zaczęło padać. Druga kawa wskazana!







POZDRAWIAM SERDECZNIE I MIŁEGO DZIONKA!

IDĘ JESZCZE POLEŻEĆ :)


pinterest











czwartek, 11 lutego 2016

CO ROBI WARIATKA NA URLOPIE? NA PEWNO NIE ODPOCZYWA!


DOBRY WIECZÓR!

Dzisiejszy post miał być o półce ale jak to u mnie bywa plany zmieniają się w zastraszającym tempie.
Od poniedziałku jestem na urlopie, dodam, że wypoczynkowym, taaaa, ale że ciężko mi było wysiedzieć na tyłku, to wpadłam na genialny plan, że pomaluję sufit w łazience. Poszło szybko i sprawnie więc wnętrzarska wariatka szybko zaczęła sobie szukać kolejnego zajęcia. Pojechałam do Leroya Merlin, tak połazić,popatrzeć co się dzieje i nie wytrzymałam. No kurka nie dałam rady!
Kupiłam trzy rolki tapety, białą farbę i z uśmiechem szydercy pojechałam do domu. A tam się zaczęło. Drabina, pędzel, później klej i tapeta. Wojowałam dwa dni a efekty oceńcie same.
Miało być jaśniej, świeżo i przede wszystkim czysto. Szara ściana była ładna ale brudne ślady przy włącznikach nie dodawały jej uroku i skopane ściany od butów również.
Bałam się trochę czy kratka na wszystkich ścianach nie wyjdzie " babcinie " ale wydaje mi się, że jest ok. W każdym razie jest inaczej i powiem nieskromnie, że mi się podoba, rodzince też :)






Nawet kolor drzwi wydaje mi się jakiś ładniejszy i tak nie razi po oczach a może mi się tylko tak wydaje?








Na pewno muszę wymienić lustro, bo obecne dostało jakieś maziaje na sobie ale jeszcze nie wiem na jakie. Przez chwile miałam wizję, by kupić lustro STOCKHOLM  z ikei : 



zamiast tego obrazka nad komodą ale nie będę się widziała cała ; ) a w miejsce gdzie wisi teraz lustro nie wejdzie, bo jest wąsko. I czekam aż mi coś do głowy wpadnie, choć to podoba mi się niemiłosiernie i dręczy mnie myślami :)
I to tyle na ten czas, teraz pora odpocząć, bo wszystkie mięśnie mnie bolą od skakania po drabinie.


Spokojnego wieczoru dziewczyny!






środa, 3 lutego 2016

WIKLINA, KSIĄŻKA I WOJNA




DZIEŃ DOBRY!


Ostatnio mam zachcianki niczym kobieta w ciąży. Nie chodzi tu o zachcianki kulinarne , choć i te mi się zdarzają :) ale wnętrzarskie. Raz mam ochotę na wszystko co błyszczy i idzie w stronę glamour a za chwilę chce mi się  klimatu wiejskiego domku. Sama już nie wiem o co chodzi! Też tak macie, czy tylko ja taka dziwna jestem? No więc zachciało mi się ostatnio wikliny, lekko rozbielonej i tak chodziłam, patrzyłam, szukałam i w sumie nic. I jak co tydzień weszłam do pepco i oczom nie wierzę! Stoją śliczne wiklinowe osłonki na doniczki, dość sporej wielkości. Wzięłam dwie ale nim wyszłam ze sklepu już miałam cztery :)  W sumie trochę żałuję, bo są tak ładne, że na wiosnę w sam raz na taras by były. Może jeszcze dokupię!






I kolejna przypadkowa zdobycz z Jyska. Pojechałam po ściereczki i patrzę a leży sobie to takie moje wymyślone :) Jeszcze jak luknęłam cenę 17,50 zł  to aż mi serce mocniej zabiło. Co prawda nie jest to wiklina super, hiper, ekstra mocna ale przecież leżeć w tym nie będę :))
Mam i się cieszę!




I teraz ta, która zdobyła moje serce, którą oglądam i oglądam i wciąż nie mam dość.
Książka My Villa Vanilla.
Piękna...ba, przepiękna książka z tyloma zdjęciami, z tyloma inspiracjami, że można zwariować. Nacieszyć oczy i duszę i jeszcze ten zapach druku...uwielbiam! A Wy, lubicie zapach nowych książek?

Poniżej kilka zdjęć ale uwierzcie mi, że jest co oglądać. Książka w twardej, sztywnej oprawie, ma 160 stron i prawie na każdej są zdjęcia. Polecam, bo warto. Swoją zamówiłam na stronie Empiku a odebrałam w sklepie stacjonarnym, mieszczącym się najbliżej mojego miejsca zamieszkania.











Polecam, bo na prawdę warto!!

Przez przypadek udało mi się też kupić fajną półeczkę ale o niej opowiem Wam w kolejnym poście.
Teraz o pogodzie słów kilka...

Pogoda tak beznadziejna jest, że jak szybko nie przyjdzie wiosna, to zwariuję!! Słońca jak na lekarstwo, w domu ciemno, senność to już normalka i opady deszczu również. Lubię kalosze ale sorry, nie każdego dnia. Chcę już nosić balerinki, zwiewne chusty, cienkie kurtki i pragnę, by każdego dnia zza okna witało mnie słońce. Bym mogła okna otwierać na oścież i by za oknem kwiaty rosły. By ptaki radośnie ćwierkały a nie krakały i by zielona trawa była. By te bazie, co już pąki mają mogły wreszcie łebki mocniej wysunąć i mogłabym tak pisać i pisać ale dobrze wiem, że jeszcze mi się znudzi to czekanie nim ta moja ukochana WIOSNA przyjdzie. W każdym razie mam nadzieję, że to prędzej będzie niż później i nie wiem jak Wy ale ja mam ochotę zrobić marzannę i cholerę utopić.
Wytaczam najcięższe działa i ogłaszam wojnę!
Ja kontra zima...i może nikt w to nie wierzy ale mam zamiar wygrać :))) Kto się dołączy??

NO TO MASZ ZIMO PRZERĄBANE!!


Idę po tulipany :)


Paaaaaa